Kontynuacja książki w formie wideo:

www.rewelacyjne.info

Wyjazd do Warszawy 6 (odpady)

 

Pisałem już wcześniej, że byłem umówiony z Panem Prezesem. Pisałem też, że się spóźnilem na umówione spotkanie; pisałem w końcu, że zdobyłem telefon komórkowy do Pana Prezesa i zostałem zaproszony, ze względu na powagę sytuacji, do panaprezesowego domu. Wszystko to fakty. Ale jest jeszcze jeden fakt, wesoły z resztą całkiem. Była sobie zima... Z tego co sobie przypominam pojechałem do Warszawy gdzieś około lutego roku pańskiego 2002, więc siłą rzeczy była zima. Mróz... Drogi albo ośnieżone, albo oblodzone, albo dla odmiany pokryte pośniegowym błockiem. Śliska droga i ja, niczym szatan kierownicy, raz to wprowadzający swego maluszka koloru „pustynna burza” w poślizg, raz to zeń wyprowadzający. Ślizgałem się dość szybko, ponieważ dzionek się powoli kończył, a nie wypadałoby, żebym przyjechał do Pana Prezesa w środku nocy zaburzając spokój jego domowych pieleszy. A miałem przed sobą jeszcze dobre kilka kilometrów, bo mieszka on pod Warszawą. Jechałem więc sobie tyle, ile „fabryka dała”, czyli w okolicach stówki. Droga wąska samochodów na niej pełno, próba wyprzedzenia czegokolwiek, lub kogokolwiek (bezsens...jak można wyprzedzić „cokolwiek”?) graniczyła z cudem, albo graniczyła z całkowitym brakiem zdrowego rozsądku. Ja jednak, niczym mistrz kierownicy, raz po raz wyprzedzałem w swej pogoni za czasem. Wszystko było cacy, dopóki na pewnym skrzyżowaniu z prawej strony nie wyjechał radiowóz marki Polonez. Skręcił w prawo, czyli począł był jechać w tym samym kierunku (i co gorsza o tym samym zwrocie) co ja. Jechał przede mną. Nic by mi nie przeszkadzał, po pierwsze – gdyby jechał szybciej, a po drugie – gdyby w mojej krwi nie było więcej cząsteczek amfetaminy niż wszystkich czerwonych i białych, do kupy razem wziętych, krwinek. Po pierwsze – mi się naprawdę śpieszyło, a brakiem rozsądku byłoby wyprzedzać „federalnych” na podwójnej ciągłej przy ograniczeniu do pięćdziesięciu, a po drugie – jak by mnie „zhaltowali” to mogli by mieć podejrzenia dotyczące stanu mojego ducha...

 

A nuż by mnie wzięli na jakieś „drugtesty” i bym miał kłopoty. Pomyślałem więc sobie, że trzeba się będzie porozumieć z „tymi co ze mną rozmawiali”, żeby przekonali „panów władza”, że nie ma mnie co zatrzymywać, bo ja tu mam do spełnienia dziejową misję. Myślę więc – „Drodzy panowie policjanci. Nie zatrzymujcie mnie, bo ja musze koniecznie dojechać na czas do Pana Prezesa. Amfetaminę brałem wczoraj wieczorem, a nie dzisiaj, więc to co mam we krwi to już nie jest narkotyk, tylko jego pozostałości. Dajcie mi więc święty spokój, bo ja tu wypełniam poważną misję i nie mam czasu na jechanie pięćdziesiątką...”. Usłyszałem w odpowiedzi pytanie – (dokładny cytat) „To tylko odpady?”. Pomyślałem więc w odpowiedzi – „Tak. Procha żarłem wczoraj. Dzisiaj nic. Więc to tylko metabolity.” Oni na to – „No to możesz jechać”. Niewiele myśląc dodałem gazu, włączyłem lewy kierunek, i ich wyprzedziłem, czyli „cyknąłem”, jak to się w slangu kierowców zwykło było mawiać. Dzieki tej przyjacielskiej pogawędce i dzieki temu, że „niebiescy” dali się „cyknąć” dotarłem do Pana Prezesa względnie na czas...

 

Komentarze

Napisz odpowiedź



(Twój email nie będzie publicznie wyświetlany.)


Kod CAPTCHA

Kliknij w obrazek, żeby zobaczyć nowy kod.


POLECANY KAWAŁEK:

Helmet & House of Pain -

Just Another Victim

Tekst:

Victimized, but you're in bed
Stumble out and run dead
If it ever paid to self start
Enviroment make you smart

Just another victim
Just another victim
Just another victim, kid

I heard it once but not before
Begging off and livin' bored
My hands are tied webbed feet again
Fell in behind and claim us dead

Just another victim
Just another victim
Just another victim
Just another victim

Cast this In spite of truth
Give it up I'll lie to you
Blame and flame this turnid stat [unverified]
Pointed finger you fall apart

Just another victim
Just another victim
Just another victim
Just another victim

You played yourself now you're pointin' fingers
How I've robbed and raped ya bruised and scraped ya
But those are just lies 'cause in your eyes
You've been victimized it's how you size it up

You disguise it up and try to make it look real
To cover up the low self esteem you feel
Introspection and afterthought
Swimmin' in guilt's your favorite sport

But now you're caught up In the undertow
You never knew a man could sink so low
But now you know 'cause you're John Doe

In a black bag a tag on your toe
I built the house I felt the pain
You're victimized but got no one to blame

Just another victim
You're just another victim, kid
Just another victim
You're just another victim, kid

Holy diver I'm a surviver feeling like DeNiro in Taxi Driver
With Jodi Foster and Harvy Keitel
Looks like I'm walkin' through a livin' hell
So spark that owl and I'll get lifted

Feelin the effects of what my spliff did
'Cause I'm gifted I read Sun Tzu
I bought a gun too so you'll never come too
The weight of the world ridin' on my shoulders
'Cause I'm a soldier I thought I told ya

You're just another victim
You're just another victim, kid
You're just another victim
You're just another victim, kid

U KosyDirect Computers
naprawa komputerów poznańanteny yagi
Strony Internetowe