Kontynuacja książki w formie wideo:

www.rewelacyjne.info

Psy szczekające za oknem

 

Pisałem już wcześniej, że wakacje roku dwutysięcznego pierwszego spędziłem na myśleniu, słuchaniu muzyki (głównie Szopena) i paleniu papierosów. Ponadto to, o czym wspomniałem powyżej, słuchałem wszelkiej maści głosów i dźwięków dobiegających do mojej głowy za okna, zza drzwi do mojego pokoju, czy też z dachu, lub też spod podłogi. Wiele ich było... Oj wiele. Jeśli chodzi o głosy, które brzmiały jak dźwięki normalnie werbalizowane przez homo sapiens, to nie było większego problemu. Uważałem, że niektórzy ludzie mają zdolność wysyłania słów myślanych do cudzych głów i w tym konkretnym przypadku akurat mnie sobie wybrali jako adresata ich mentalnych wynużeń. Gorzej troche było ze zrozumieniem i wytłumaczeniem sobie faktu rozmowy telepatyczno, nie tyle nawet werbalnej, co „szczekalnej”. Mówiły do mnie psy. Tak psy.

Ja sobie coś myślałem, a przed snem to ja sobie zawsze sporo myślałem (konwersacje z psami głównie się odbywały wieczorami), a cała sfora wszelkiej maści kundli odpowiadała na moje myśli szczeknięciami, które brzmiały jak słowa. Ba! Czasem z pysków tych przeklętych psów dobywała się wysokiej klasy polszczyzna. Nie wiedziałem co o tym wszystkim powinienem sobie myśleć. Jakim cudem pies mógł mówić po ludzku? No przecież dość trudno było uwierzyć, że te zapchlone czworonogi rozumieją co się do nich mówi. W tym konkretnym akurat przypadku – co się do nich myśli. Powstały niniejszym w mojej głowie dwie koncepcje. Pierwsza z nich głosiła, że ta specyficzna grupa ludzi obdarzonych zdolnościami telepatycznymi (czyli „ci co do mnie mówili”) ma też zdolność kontrolowania tego, w jaki sposób zachowują się zwierzęta. Jeśliby założyć możliwość duplikowania dusz, to taki jeden przykładowy magik mógł równocześnie żyć i reagować na bodźce dobiegające z jego otoczenia, a z drugiej strony (za pomocą kopii swojej duszy) mógł kontrolować zachowanie Reksia i jego łaciatych kolesi.

 

 

Druga koncepcja, dużo straszniejsza i większe czyniąca szkody mojej chorej psychice zakładała fakt, jakobym stał się następcą Świętego Franciszka, który, jak głosi legenda, rozumiał mowę zwierząt, tudzież wygłaszał kazania do wróbelków. Obłęd jednym słowem. Czy bym tę pierwszą, czy też drugą koncepcje przyjął za prawdę – niczego by one nie tłumaczyły. Niczego przynajmniej co mogłoby mieć dla mnie znaczenie. Żyłem więc dalej w świecie wyobrażeń mojej skrzywionej psychiki, nie wiedząc o co chodzi i nie znając przyczyny zachowania się tej sadystycznej hordy nadzwyczaj rozmownych burków. Wrony zresztą nie były wcale lepsze...

 

Komentarze

Napisz odpowiedź



(Twój email nie będzie publicznie wyświetlany.)



POLECANY KAWAŁEK:

Pink Floyd - Mademoiselle Nobs

Z koncertu "Live at Pompeii"

Tekst:

"hau hau" :]

U KosyDirect Computers
naprawa komputerów poznańanteny yagi
Strony Internetowe